pieniadze, pieniadze i jeszcze raz …

ObrazekOstatnie dni w Oslo, czas na pobudke z norweskiego snu. Wyśnił mi że mogę zwać się śmiało malarką „profesjonalną”. Okna, ściany, gzymsy i skrzynki pocztowe – maluje wszystko.

Przez ostatnie kilka miesięcy starałam sie doprowadzic swój tegoroczny wyjazd do niezależności finansowej.  Ciężko stwierdzić czy mi się powiodło – chyba nie do końca, ale czasu tutaj nie żałuje. Podszkoliłam angielski, hiszpanski, odkryłam na nowo Węgry, swoje zdolności kulinarne i poprawiłam kondycje. Wykupiłam też domene (greenpaintedgrass) by zaczac przygode z dyplomowym blogowaniem na nowo. Bedzie lepiej, częściej i bardziej kolorowo. Prawdopodbnie dojadę do Chorwacji. Bo bez kolorów żyć nie mogę, a droga jest ich pełna 🙂

 

Reklamy

punkty wspólne

O cechach wspólnych różnych miejsc prowadzących do jednoznacznych wniosków. http://www.loswiaheros.pl/afganistan/695-skutki-podrozy-do-afganistanu

W ostatnich dniach bawiłam się swoimi lingwistyczno-bałkańskimi nie umiejętnościami 🙂 trochę Serbii (i dużo punk rocka z nutką góry wybudowanej przez kosmitów) za mało Macedonii (ale następnym razem obowiązkowo rowerem – jest idealna!) i idealna dawka Grecji (śpiew na stokach Parnasu, modlitwy w Meteorach i tydzień w górach onieśmielających ilością zdrowotnych ziół i ilości pojawiających się nocą gwiazdozbiorów)

hellas

//W Macedonii straciłam wszystkie dokumenty i pieniądze. Nie dojechałam do Londynu, perspektywa przyszłorocznej kontynuacji odkrywania terenów Rzeczypospolitej Polskiej się oddala. Jak się dalej potoczy?
Hej ho! and so on (:                  Obrazek

2 400 kilometrów w 4 dni. Autostrady i

2 400 kilometrów w 4 dni. Autostrady i dwa polskie miasta. Bęben pod pachą, a Dusza pomału kroczek, po kroczku próbuje za mną nadążyć. Rowerem jest inaczej – siedzi sobie wtedy na ramieniu i śpiewa razem ze mną. Bardzo często sama intonuje. Ciekawe, w którym miejscu znowu się spotkamy. Ta trasa była zbyt szybka. Dobry człowiek powiedział, że pomoże jej wsiąść na grzbiet jaskółki. Dziękuję.

Jadę na południe – Autostopem. Farby w dłoń. Hej ho!

powrotowe przystanki

Hej 🙂 w głośnikach utwory Pawła*, które podśpiewywałam mijając góry początekpola lasy, ciesząc się z każdego dnia spędzonego w drodze. Poznałam wspaniałych ludzi, podziwiałam otaczające mnie zmiany – nadchodzące lato i przemijające wraz z kilometrami widoki.. i coraz wyżej podnoszone bocianie łebki (: I nawet zawrócenie na Śląsk nie jest tak bolesne, bo rower zostaje, a perspektywa „powrotu” jest prawie namacalna. Wymiany spojrzeń i wszechobecne „Dzień Dobry :)”, pod knajpiane swaty i rowerów obgadywanie. Okazało się że najbardziej mój wehikuł poszkodowały polskie drogi rowerowe, nie skróty, dziury na drogach, czy leśne ścieżki, ale szlaki rowerowe, pełne konarów piachu i błota za unijne diengi.
Podczas wyjazdu brak jakiegokolwiek urządzenia umożliwiającego kontakt z internetem zaprzepaścił mój plan blogowych aktualizacji. Dlatego zrobię to dzisiaj, po kolei post za postem od początku (;

Tak jak wspominałam kilka dni przed wyjazdem poznałam Radka, który postanowił pojechać ze mną. Przejechaliśmy razem ok. 230 km przez przepiękne tereny – chyba najbardziej zapadła mi w pamięci Gmina Dynów (choć zdążyDynówła zaskoczyć nas nie tylko zabytkami – patrz foto po prawej 😉  Niestety okazało się że nasze wizje tego wyjazdu bardzo się różnią. Ja-chciałam stworzyć malarstwo drogi, rozmawiać, patrzeć, nie spieszyć się. On-poprawić kondycje.  Od Rzeszowa pojechaliśmy pod Rzepedź gdzie spędziliśmy kilka deszczowych dni na szczycie Jawornika, a stamtąd do Przemyśla, w którym się rozstaliśmy, a w którym poczułam się dziki.bmp sanok.bmp kurydeszczem.bmpsię jak w domu (po powrocie z  rekonwalescencji) IMG_0525co skutkowało namalowaniu pierwszego podróżnego obrazu na płótnie 🙂

*aldaron.art.pl