stety and so on

Niestety moja stopa wciąż uwiera. Uniemożliwiło mi to dalszą podróż. Ostatnie dwa dni spędziłam w Krakowie myśląc że uda mi się zalatwić kilka spraw. Część załatwiłam, a rower czeka. Już mnie gna i źle mi w jednym miejscu, Zakochałam się w pobudkach z ptakami, wiatrem we włosach i powolnym przemierzaniem kilometrów. Ludźmi i „dzień dobry” z uśmiechem. Miasto wywołuje we mnie jakiś wewnętrzny ból. Cieszę się że wkrótce się go pozbędę. Wrócę tam gdzie maszyny nie zagłuszają kontaktu ze światem. Gdzie wagę ma droga i czas i kolory zapachy dźwięki. Płótno sponiewierane, ale czeka i pragnie. kolorów.

a teraz. wieczór w Krakowie. gitara. muzyka śpiew i tęsknota. Budująco i nie zawsze przyjemnie. Wypijmy zieloną herbatę na zdrowie i uderzmy w bas. Hej ho!